Strona Główna nasz DOM
www.netparafia.net

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  Chat

Poprzedni temat «» Następny temat
Amman muzułmanów i chrześcijan
Autor Wiadomość
ZoRo


Miejscowosc: Warszawa
Wysłany: 12 Wrzesień 2018, 15:35   Amman muzułmanów i chrześcijan

http://www.przegladprawos...?id_n=3447&id=2
Amman muzułmanów i chrześcijan

Ałła Matreńczyk
Najpiękniejsza panorama trzymilionowego Ammanu rozciąga się z Cytadeli – wszystkie wzgórza, aż po horyzont oplecione są czteropiętrowymi domami, przetkanymi kopułami meczetów i chrześcijańskich świątyń, wieżowcami i kępami zieleni. Trudno uwierzyć, że sto lat temu mieszkało tu zaledwie trzy tysiące osób, jeszcze trudniej, że miasto ma ponad 5,5 tysiąca lat.

Amman a Psalm 50
Przed nami Rabbat Ammon (Rabba) – dumna stolica Ammonitów. To tu znajdował się żelazny grobowiec Oga, króla Baszanu (V Mojż. 3,11), to to miasto oblegał przez wiele lat, by w końcu zdobyć, król Dawid. I, co najciekawsze, wiąże się z powstaniem jednej z najpopularniejszych w naszej Cerkwi modlitw, z najbardziej znanym przez nas psalmów – pięćdziesiątym. Jak do tego doszło ?
To tragiczna, ale i pełna nadziei historia.
Król Dawid zakochał się w Batszebie, żonie Uriasza, Hetejczyka, jednego ze swych pomniejszych dowódców. Podczas gdy Uriasz oblegał Rabbat Ammon, Dawid dopuścił się grzechu cudzołóstwa. Batszeba zaszła w ciążę, król postanowił zrobić wszystko, żeby grzech się nie wydał. Rozkazał naczelnemu dowódcy wyprowadzić Uriasza z garstką żołnierzy tam, gdzie siły nieprzyjacielskie były najsilniejsze i w najbardziej krytycznym momencie walki go opuścić. Uriasz nie miał szans, zginął z rąk Ammonitów.
Dawid ożenił się z Betszebą. Ale jego postępek wywołał gniew Boga. Rozmowa z prorokiem Natanem była przełomowa, bo Dawid błyskawicznie zrozumiał swój grzech. Pokajał się i pod wpływem wielkiej skruchy napisał psalm Pomiłuj mia Boże, po wielicej miłosti twojej. Poruszający, głęboko pokutny, ale i dający nadzieję.
Pierwszy syn Dawida i Betszeby z woli Boga zmarł, kolejnym był Salomon.
Stoimy u stóp Cytadeli. Czy to gdzieś tutaj zginął Uriasz?
W trzecim wieku przed naszą erą miasto już nie nazywa się Rabbat Ammon (Rabba). Od jednego z kolejnych władców, Ptolomeusza II Filadelfa (egipskiego faraona greckiego pochodzenia) zmienia nazwę na Filadelfia, która tuż przed naszą erą weszła w skład tzw. Dekapolis, związku dziesięciu największych miast regionu z Damaszkiem na czele.
A potem przyszło chrześcijaństwo. A właściwie tutaj się narodziło.
– Jesteśmy tu nieprzerwanie od czasów Chrystusa – podkreślają jordańscy chrześcijanie. – Jesteśmy potomkami ewangelicznych Aramejczyków.
Rzeczywiście narodowość aramejską deklaruje w Jordanii około 7 procent obywateli. A więc niemal tyle samo, co chrześcijaństwo.
Czy jordańscy Aramejczycy rozmawiają po aramejsku? Raczej nie. Języka, którym posługiwał się Chrystus, używają do dziś jedynie mieszkańcy syryjskiej Maaluli, miasta, z którego porwano niedawno prawosławne mniszki.
Aramejczycy już od początku doskonale zorientowani są, co dzieje się w chrześcijańskim świecie. W 325 roku biskup Filadelfii Kirion bierze przecież udział w I Soborze Powszechnym, zwołanym do Nicei przez cesarza Konstantego Wielkiego. Razem ze św. Mikołajem czy św. Spirydonem, także innymi uczestnikami, rozstrzyga m.in. kwestie związane z herezją Ariusza czy wyznaniem wiary.
Gdzie mieściła się katedra biskupa Kiriona? Czy w obrębie Cytadeli? Nie wykluczone. Do dziś zachowały się tam ruiny dużej bizantyńskiej cerkwi z VI wieku, obok w sąsiedniej budowli dostrzegamy maleńki fragment dobrze zachowanych mozaik.
– Może to był dom duchownego albo cele mnichów – mówi nasz przewodnik Sufjan. – A może fragment chrzcielnicy?
To ostatnie jest mało prawdopodobne, bo wszystkie chrzcielnice, które zobaczymy później, były zbudowane na planie krzyża.
A mozaiki z VI wieku są skromną zapowiedzią wielkich wczesnochrześcijańskich skarbów, jakie odsłoni przed nami Jordania.
– Nim dotarł tu islam, wszyscy mieszkańcy obecnej Jordanii byli chrześcijanami – podkreśla Sufjan.


Pałac Omajjadów
na planie krzyża
A islam dotarł tu wraz z dynastią Omajjadów w VII wieku. Jego kolebką był Półwysep Arabski, tak więc rdzennie arabskie kraje to Arabia Sudyjska, Kuwejt, Oman i Jemen.
Dziś Liga Państw Arabskich skupia 22 państwa, które łączy wspólny język i wspólna religia.
Mamy dopiero wiek siódmy, islam nie rozwinął jeszcze tak charakterystycznej dla siebie architektury – ta ukształtuje się dopiero wpływem zetknięcia się z kulturą zdobywanych narodów.
Wystarczy popatrzeć na Mekkę. Pierwsze meczety to proste miejsca do modlitwy, często pod gołym niebem.
Zaglądamy do stojącego w obrębie cytadeli pałacu Omajjadów.
Budowle wznosili miejscowi, Aramejczycy. Zbudowali tak jak budować przywykli – na planie krzyża, pokryli tak jak chrześcijańską świątynię – kopułą. Z czasem kopuła stanie się nieodłączną częścią meczetu, a przed nim wyrośnie na wzór chrześcijańskiej dzwonnicy minaret.
Przejeżdżamy zatłoczonymi ulicami Ammanu. Raz po raz napotykamy jordańskie flagi i portrety króla.
– Jestem dumny z tak bogatej spuścizny chrześcijańskiej mego kraju – powiedział król Abdullah II (którego matka Angielka, choć wychodząc za króla oficjalnie wyrzekła się chrześcijaństwa, nieoficjalnie pozostała chrześcijanką do końca), witając papieża Franciszka w Jordanii.
A my szukamy żywych śladów tej obecności.
Już wiemy, w sześciomilionowej Jordanii żyje około czterysta tysięcy chrześcijan, z czego 180 tys. to prawosławni, należący do patriarchatu jerozolimskiego i skupieni w 39 parafiach.
Oto jedna z nich. Cerkiew Błagowieszczenija – czerwona kopuła i dach, jasne ściany, dzwonnica, wyraźnie grecki styl.
Zatrzymujemy się. Nie byliśmy umówieni. Batiuszka Ireniej, rdzenny Jordańczyk, po studiach teologicznych w Grecji, przyjmuje interesantów w sądzie. Tak, tak w sądzie cerkiewnym, który mieści się w cerkiewnym centrum.
Jordańczycy sprawy związane z chrztem, ślubem, rozwodem, także spadkiem, rozwiązują można powiedzieć dwutorowo. Muzułmanie w sądach szariatu, chrześcijanie w sądach funkcjonujących przy cerkwi, każdy według kanonów swojej religii (muzułmanie mogą mieć cztery żony, łatwo uzyskują rozwód, to tylko najbardziej spektakularne różnice).
– Każda decyzja cerkiewnego sądu wychodzi z imieniem króla – wyjaśnia batiuszka. I od razy dodaje: – Jesteśmy jedynym krajem arabskim, w którym nie ma żadnych problemów między chrześcijanami i muzułmanami.
Czy zdarzają się przypadki przejścia na islam?
– Tak, podyktowane powiedzmy wygodą. Chrześcijanin chce się rozwieść z żoną, nie dostaje rozwodu cerkiewnego, przechodzi na islam i bez żadnych sporów i kosztów rozstaje się z żoną.
– Czy zdarzają się przypadki przejścia muzułmanina na chrześcijaństwo?
– Oficjalnie zabrania tego prawo.
Mijamy parafialną salę spotkań, na ścianach portrety patriarchy Teofila i rodziny królewskiej, potem gabinet dentystyczny dla ubogich.
W końcu cerkiew. Na ścianie żywe kolory fresków, wyraźny grecki styl.
Intuicja nas nie zawodzi. Cerkiew zbudował rząd Grecji w 1962 roku. Nabożeństwa odbywają się po arabsku i grecku w piątki, który jest tutaj dniem wolnym od pracy, i w niedzielę.
Cerkiew Błagowieszczenija jest jedną z dziewięciu parafii prawosławnych w Ammanie. Dość liczną, bo z czterema tysiącami wiernych. W niedziele na liturgii jest zwykle 300-400 osób.
– Kiedyś wszyscy jordańscy chrześcijanie byli prawosławni – tłumaczy o. Ireniej, którego wujek jest kardynałem w Rzymie – ale brak należytej troski ze strony patriarchatu jerozolimskiego (od pięciuset lat patriarchą jerozolimskim jest Grek), brak szkół, brak działalności socjalnej zrobił swoje.

Teraz wśród jordańskich chrześcijan są katolicy i protestanci.
Współpraca między nimi układa się dobrze. Gorzej z nietradycyjnymi denominacjami chrześcijańskimi, za którymi idą olbrzymie pieniądze z Zachodu, także na szkoły, szpitale. Król Abdullah II chciał nawet zamknąć ich domy modlitwy, ale ostra reakcja ambasady USA pokrzyżowała te plany.
– A co z małżeństwami mieszanymi? Prawosławno-muzułmańskimi?
– My udzielamy ślubu tylko prawosławnym – mówi o. Ireniej. – Ale wielu Jordańczyków muzułmanów studiuje w Rosji czy Ukrainie. Tam poznają prawosławne dziewczyny, pobierają się. Po przyjeździe do Jordanii muszą swój ślub zarejestrować. Państwo pozwala co prawda na związek muzułmanina z chrześcijanką (muzułmanki z chrześcijaninem już nie), ale dzieci muszą być muzułmanami, a w przypadku rozwodu bądź śmierci męża, żona chrześcijanka ma dwa wyjścia – albo przyjąć islam i zostać z dziećmi, albo pozostać chrześcijanką i oddać dzieci do domu dziecka. Innych możliwości nie ma.
Kolejna cerkiew w Ammanie, katedra Sretienija, jeszcze bardziej okazała. Zbudował ją w 1969 roku patriarcha Diodor, gdy był biskupem Ammanu, skąd został zabrany na patriarszy tron. Zbudował nie tylko cerkiew. Także cały kompleks z siedzibą metropolii i szkołą. Wchodzimy na przycerkiewną posesję. W szkole trwają zajęcia z 5-6-letnimi dziećmi. W cerkwi trwają przygotowania do panichidy. Obok panichidnika, na stelażu, duże zdjęcie zmarłej. I olbrzymi talerz z koliwem (kutią) o średnicy chyba z 60 centymetrów.
Parafia też większa od poprzedniej, – 15 tysięcy wiernych, w niedzielę przychodzi 1200-1300 osób na każdą z dwóch Liturgii, w piątek 500-600 osób, głównie młodzież. Przy parafii działa sekcja socjalna dla młodzieży, i szkoła katechizacyjna.
– Dzięki Bogu nasz król pozwala nam budować cerkwie bez żadnych przeszkód – mówi batiuszka. – Nic z tego, czego potrzebujemy do budowy cerkwi, a potem do nabożeństwa, nie jest opodatkowane. Mamy swoje sądy i w sprawach ślubu, rozwodu, spadku kierujemy się swoimi prawami. Jedyne co nas różni od muzułmanów, to to, że chrześcijanin ma prawo zostać muzułmaninem, a muzułmanin chrześcijaninem nie.
Batiuszka prosi o modlitwę o przyszłość chrześcijan na Bliskim Wschodzie. – Mamy nadzieję, że Bóg da siłę Rosji, żeby pomogła chrześcijanom w tym regionie.
Usłyszymy potem już nie w Ammanie ani od batiuszki, jeszcze dwie historie o tym, jak bezwzględnie przestrzegane jest prawo, że muzułmanin nie może zostać chrześcijaninem.
Historia pierwsza. Zmarł chrześcijanin, który przyjął islam, a potem powrócił do chrześcijaństwa. Batiuszka pochował go więc na chrześcijańskim cmentarzu. Już następnego dnia islamscy fanatycy wykopali ciało i przenieśli na swój cmentarz.
I historia druga. Chrześcijańska rodzina, rodzice, córka. Córka ciężko choruje, choroba okazuje się nieuleczalna. Batiuszka ją soboruje, priczaszcza. Dziewczyna umiera. Rodzice, zgodnie z miejscowym zwyczajem, dają ogłoszenie w gazetach, zapraszają na pogrzeb do cerkwi, na cmentarzu przygotowują grób. Następnego dnia batiuszka zjawia się w domu pogrzebowym, żeby wyprowadzić ciało. Ale ciała już nie ma. Zabrali i pochowali je muzułmanie, bo okazało się, że dziewczyna w niewyjaśnionych okolicznościach trzy lata wcześniej przyjęła islam.
– Myślałem, że matka sama rzuci się do pustego grobu – opowiada świadek.


Mozaiki z Umm-ar-Rasas
Na terenie Jordanii trzy obiekty znajdują się pod ochroną UNESCO. Petra, pałac Omajjadów na pustyni oraz Umm-ar-Rasas.
Kierujemy się 85 kilometrów na południe od Ammanu, do Umm-ar-Rasas. Zmienia się klimat, widoki za oknem też. Jest coraz goręcej. Niskie akacje przypominają rozpięte parasole, tak bardzo ich korony pochylają się nad ziemią, by zatrzymać w glebie każdą kroplę wody. O Umm-ar-Rasas zrobiło się głośno w 1986 roku, kiedy archeolodzy odkryli wspaniale zachowane wczesnochrześcijańskie mozaiki. Ustępują tylko słynnej mapie Ziemi Świętej z cerkwi św. Jerzego w Madabie, a na świecie mozaikom w Rawennie. Ale Rawenna była jednym z ważniejszych miast w imperium, a jej kościół św. Witalisa prawdziwym arcydziełem, a tu, na peryferiach Jordanii, spotykamy można powiedzieć, typowe parafialne świątynie z tamtych czasów. I to jeszcze, dodajmy, zlokalizowane w niecodziennym miejscu.
Niecodziennym, bo w najdalej wysuniętym, położonym na granicy pustyni wojskowym garnizonie Kastrom Metaa oraz powstałym obok tego garnizonu miasteczku. Garnizon wojskowy został zbudowany w końcu III lub na początku IV wieku, wymienia go w swoim Onomastikonie Euzebiusz, biskup z Cezarei. Z czasem wokół garnizonu wyrosło miasto, którego lata świetności przypadły na czasy chrześcijańskie. Obóz o wymiarach 158 na 139 metrów otaczały grube na dwa metry mury. Na terenie garnizonu odnaleziono ruiny czterech cerkwi, a za jego murami, w miasteczku aż 15, z najwspanialszą św. Stefana z 751 roku, a więc z czasów panowania arabskiej dynastii Omajjadów, z cudownie zachowanymi mozaikami podłogowymi.
Na obrzeżach jednej z nich umieszczono rysunki piętnastu największych miast, znajdujących się na prawym i lewym brzegu Jordanu. Uważna lektura ich nazw nie pozostawiała żadnych wątpliwości, Umm-ar-Rasas to starotestamentowe Mefaat, jedno z miast Moabu, wspomniane w księdze Jozuego (13,18) i Jeremiasza (48, 21).
A na mozaikach są lwy i jelenie, pawie i ptaki, wazy z kwiatami i kielichy z winogronem, także sceny z polowania, łowienia ryb. Czy miały jakiekolwiek chrześcijańskie znaczenie? Wyraźnie chrześcijańskie są napisy: prośby do Boga (Pomiani Gospodi rabow)…, błogosławieństwo dla wchodzących, informacja, kto i kiedy zbudował czy upiększył te cerkiew (Miłost’ju Boż’jej ukraszeno pri episkopie…), wszystkie po grecku. Ale i tu do Kastrom Mefa’a dotarło ikonoburstwo. W mozaice rozbite kamyczki powstawiano ponownie tak, żeby zachować formę, ale już bez zachowania wizerunku. Oszczędzono jedynie kosz z winogronami. Symbol Eucharystii?
I cerkiew św. Stefana, pozostałe świątynie i całe miasteczko należało do diecezji Madaby. Wychodzimy na zewnątrz. Po drodze mijamy studnie, zbiorniki na wodę, dobrze zachowane arki, a nawet dom. – Jeszcze do połowy XX wieku mieszkali w nim okoliczni Beduini – podkreśla Sufjan.


Słup nieznanego stylity
Około dwóch kilometrów od Umm -ar-Rasas wznosi się piętnastometrowy słup nieznanego stylity, najlepiej zachowany na świecie. Kto się na nim modlił? A może też nauczał? Czy wytrwał w tej zadziwiającej formie ascezy? Gdzie został pochowany? Może spoczywa obok słupa, bo nieopodal odkryto fragmenty cerkwi z miejscem pochówku.
Ciekawe, że gdy Symeon Stylita (390-459) jako pierwszy zbudował swój słup, wprawił w zdumienie braci. Mówili: „Czegóż to jest owoc? Najprawdopodobniej zbłądził”. I zebrali się na naradę. Jedni podkreślali, że nie można na to pozwolić, inni zastanawiali się, dlaczego Symeon nie poszedł do pieczary tylko wybrał słup. Wtedy o głos poprosił pewien starzec. „Każdy ma swoją drogę. Jak uczyli nas starcy rozróżniać, czy człowiek jest duchowy czy też działa pod wpływem swojej woli”? Odpowiedzieli mu: „Dowodem jest obecność pokory u tego człowieka”. „Tedy – rzekł ów starzec – wyślijmy kogoś do Symeona, by mu powiedział, że ojcowie nakazują mu zejść. Jeśli posłucha, niechaj zostanie. Jeśli powie: Co oni rozumieją! Zostawcie mnie w spokoju! – wtedy jasne będzie, że błądzi”. I wysłali do Symeona młodego mnicha. I przyszedł młody mnich do Symeona i mówi: „Ojcze, dzisiaj spotkali się ojcowie i podjęli decyzję, że powinieneś zejść”. Święty odparł: „Bądź błogosławiony! Już schodzę”. Na to mnich z dołu: „Zostań Ojcze, tam, gdzie jesteś” (na podstawie żywotu św. Symeona Słupnika).
W sklepiku Umm-ar-Rasas przewodniki po miejscach świętych w Jordanii. – Który jest najlepszy? – pytamy siostrę Natalię z Gornienskiego Monasteru, która obok Sufjana towarzyszy naszej grupie
– Poczekajcie, aż matuszka Miriam wyda przewodnik po Ziemi Świętej – odpowiada zupełnie poważnie.
Siostra Miriam to mniszka z Polski, która od ponad dwudziestu lat przebywa w Gornienskim Monasterze w Jerozolimie, współpracownica Przeglądu. Spotkamy ją nad Jordanem. „O, matuszka Miriam” – ucieszą się na jej widok dziennikarze z rosyjskiej telewizji i poproszą o komentarz do swoich filmów. Nas oprowadzać będzie jedynie przez godzinę. Ale o tym w następnym odcinku.
Ałła Matreńczyk
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group